czyli Lizbona okiem Erasmusa i inne podróże

dodajdo.com
Blog > Komentarze do wpisu

Erasmus Welcome Session


Uczelnia postanowiła zorganizować nam Erasmus Welcome Session. Nie ma to, jak witać studentów trzy tygodnie po rozpoczęciu zajęć i opowiadać im o tym, jak mogą odnaleźć się na uniwersytecie, co należy zwiedzić w Lizbonie i jak wynająć mieszkanie. A także, że wyjazd na Erasmusa daje nam wiele możliwości.

Uczelnia postanowiła zorganizować nam Erasmus Welcome Session. Nie ma to, jak witać studentów trzy tygodnie po rozpoczęciu zajęć i opowiadać im o tym, jak mogą odnaleźć się na uniwersytecie, co należy zwiedzić w Lizbonie i jak wynająć mieszkanie. A także, że wyjazd na Erasmusa daje nam wiele możliwości.

A co niby większość z nas robiła przez ostatnie czternaście, dwadzieścia jeden dni? Zaszyliśmy się w wynajętych hostelowych pokojach i nie wychylaliśmy głów nawet przez okno? Przyjechaliśmy w ramach wymiany, nic nie wiedząc o Programie Erasmus ani uniwersytecie, do którego jedziemy? Zdecydowanie spóźniony pomysł. Stracone dwie godziny.

Po prezentacjach miało odbyć się Barbecue Party. Jak to spostrzegł Yalim tutaj wszystkie przyjęcia muszą mieć swoja nazwę: Cup Party, Last Summer Day Party, Another Party, Very Boring and Loud Party... Rozpoczęcie zaplanowane zostało na godzinę osiemnastą. W Portugalii oznacza to, że tak naprawdę wszystko zacznie się o dziewiątej. W ramach czekania - park. A tam – kolejni Hiszpanie! Oczywiście, czego innego można było się spodziewać? Przynajmniej byli mili. Dowiedziałam się nawet, że jeden z nich, o jakże znaczącym imieniu Alfonso (że też im się to z niczym nie kojarzy) studiuje na ostatnim roku architektury. Więc gdyby jego angielski był choć trochę lepszy niż mój hiszpański, albo mój hiszpański niż jego angielski,  to może byłoby nawet o czym porozmawiać. A tak można się tylko wspólnie pouśmiechać, pośmiać i pogestykulować.

Odkryliśmy uniwersytecką cantine, czyli stołówkę. Nie różni się ona za bardzo od szkolnych jadłodajni. Podawane jedzenie nie jest ani najlepsze, ani najgorsze, za to tanie (2.20 euro). W skład posiłku wchodzi zupa, danie główne, deser, owoc i coś do picia. Panie kucharki są bardzo miłe i trochę zakręcone, ięc jeżeli nie chce się drugiego dania – nie trzeba płacić. Tak więc ostatecznie tego dnia dostaliśmy z Rasimen na spółkę: dwa kremy z dyni, rybę z ryżem i sałatką, dwa ryże na mleku, dwa jabłka, sok pomarańczowy i wodę.

Przyjęcie z grillem okazało się niestety całkowitym niewypałem. Zmyłam się więc w tempie ekspresowym, wymawiając się porannymi zajęciami. Nie pomogły nawet prośby Alfonso, który w między czasie zdążył wypić trzy litrowe butelki piwa i stał się zadziwiająco (nawet jak na Hiszpana) wylewny. 



czwartek, 26 stycznia 2012, tojaityle
Erasmus Welcome Session studia Erasmus absurd po godzinach studenci
Komentarze
2012/01/26 12:27:12
Komentarz próbny